Prowadząc aktywne życie towarzyskie dość szybko zacząłem się komunikować po polsku i pod koniec pierwszego semestru już zdawałem egzaminy w tym języku. Najfatalniej wypadł mi egzamin z historii Polski. Nigdy wcześniej nie myślałem, że ten naród ma tak złożoną i pokręconą historię. Nie żałuję jednak, ze musiałem potem siedzieć przez całe wakacje i czytać podręczniki i książki z dziejów tego doświadczonego przez okrutne losy kraju. Pomogło mi to szybciej zrozumieć Polaków i zbudować moją własną polskość.
Na własne oczy zobaczyłem rewolucję studencką w marcu 1968 roku. Pamiętam smród gazu łzawiącego, który studenci przynosili na swoich ubraniach do stołówki. W konsulacie rosyjskim mieliśmy instrukcje zakazujące uczestnictwo w rozróbach, ale nawet po drodze do biblioteki widziałem jak studenci rozbijali kamieniami suki milicyjne i rozrzucali ulotki antypaństwowe. Zapoznałem się wtedy w Krakowie z kilkoma rodzinami żydowskimi, którzy wybierali się na emigrację. Były to smutne pożegnania ze wspaniałymi ludźmi. Jeszcze raz w swej historii polska traciła wielki potencjał ludzki.
Na studiach nie wtrącałem się do polityki, fascynowała mnie nauka i możliwość dorwania się do informacji przedtem dla mnie niedostępnych. Rozpoczął się we mnie długotrwały proces, jak to kiedyś powiedział Anton Czechow, codziennego wymywania z siebie niewolnika i żegnania z odruchami lęku homo sovieticus. Koledzy zapraszali mnie na spotkania do „Beczki" – znakomitego klubu młodzieży katolickiej, któremu patronował wówczas kardynał Wojtyła.
Atmosfera tych spotkań i przyjaźń z ludźmi myślącymi inaczej otworzyła mi oczy na coś, czego wcześniej nie dostrzegałem – na wartość i godność człowieka. W czasie ostatnich lat studiów brałem udział w Studium Folksong, które prowadził znakomity rysownik w „Przekroju" Adam Macedoński. Tam wraz z innymi studentami obcokrajowcami z Europy, Ameryki, Azji i Afryki, którzy reprezentowali swój własny folklor, śpiewałem piosenki i romanse rosyjskie, tworząc wspólną atmosferę solidarności i przyjaźni.
Zwyczajem tych spotkań, na które zjawiały się tłumy studentów z całego Krakowa, było odczytywanie przez Adama na początki fragmentów europejskiej „Deklaracji praw człowieka", dokumentu uznanego przez komunistów polskich, lecz niedostępnego dla normalnych obywateli. Milicja i UB pilnie i podejrzliwie obserwowała te spotkania. Często były one odwoływane z wielu powodów, lecz sprytna polityka organizacyjna Adama umożliwiała kontynuowanie działalności Studium.
Studia polonistyczne kończyłem w 1972 roku w atmosferze euforii gierkowskiej odwilży. Sukcesy w naukowym ruchu studenckim oraz moja polska żona, koleżanka z polonistyki, stworzyły sytuację, w której pozostanie w Polsce wydawało mi się najlepszym rozwiązaniem. Dostałem zaproszenie do rozpoczęcia pracy na Uniwersytecie Jagiellońskim. Znakomity specjalista z filologii rosyjskiej Pan Profesor Ryszard Łużny, ówczesny dyrektor Instytutu Filologii Rosyjskiej wystosował nawet dokument zapewniający moje zatrudnienie w tym Instytucie w przypadku pomyślnego załatwienia wszystkich formalności.
Ten wspaniały, niestety już nieżyjący, wielkoduszny człowiek określił tym samym mój dalszy los, ponieważ zapewnienie zatrudnienia było później najmocniejszym atutem podczas socjalistycznej mitręgi biurokratycznej załatwienia wyjazdu do Polski.



Najfatalniej wypadł mi egzamin z historii Polski. Nigdy wcześniej nie myślałem, że ten naród ma tak złożoną i pokręconą historię.






