Pewien sceptyk przyznał kiedyś, iż nierozerwalność małżeństwa jest pomysłem dobrym, ale szkoda, że nie daje się zastosować do ludzi.
Na początku bywa ślub. Na szczęście człowiek w szczęśliwej młodości nie do końca sobie wyobraża, co czyni, kiedy zgadza się na rozpoczęcie wspólnej egzystencji z zupełnie nowym i bliżej mu nieznanym organizmem.
Prenumeruj Kup E-Wydanie
MAJOWE „Charaktery”: RZECZ O PARACH,
czyli wszystko,
co chcecie wiedzieć o
byciu we dwoje
W tym wieku zupełnie zrozumiały bunt gruczołów młodzi ludzie interpretują jako dozgonnie trwające uczucie.
W rzeczywistości chodzenie razem po parku i do kina oraz całowanie się po kątach to coś zupełnie innego niż prowadzenie wspólnej gospodarki i codzienne rozwiązywanie mnożących się jak króliki problemów.
Jak powiedział swego czasu Antoni Uniechowski, małżeństwo jest zdarzeniem, po którym mężczyzna przestaje kupować kwiaty, a zaczyna kupować warzywa.
Najtrudniejszym zadaniem małżonków jest dostosowanie do siebie swych zupełnie odmiennych celów życiowych.
Możliwe są tu dwa warianty: całkowite uniezależnienie się od siebie i olewanie potrzeb partnera, co w końcu doprowadza małżeństwo do ruiny, lub (wariant rzadki i najtrudniejszy) stworzenie wspólnego trybu życia, w którym z uwzględnieniem określonej tolerancji możliwe jest zadowolenie obu stron.
Osiągnięcie tego ostatniego jest bardzo trudne, ponieważ wszystko naokoło temu nie sprzyja.
Życie małżeńskie jest często doświadczeniem przypominającym rujnowanie przez oszalałych barbarzyńców własnej pięknej świątyni.
Oprócz męża i żony uczestniczą w tym chętnie krewni z obu stron, przyjaciele i wszyscy, którzy dobrze im życzą. Po pewnym czasie świątynia leży w gruzach, a rozbitkowie szukają winnych. Dzieci, najistotniejsza część tej świątyni, po jej upadku są najbardziej zdruzgotane.
Jeżeli po tych wszystkich przejściach, trudach i wyrzeczeniach para kochających się ludzi nadal cieszy się wspólnym szczęściem, naprawdę należy im się najwyższe uznanie i podziw tych, którym się to nie udało.
Widzę oczyma mej wyobraźni spokojne i szczęśliwe życie miłych zakochanych staruszków, którzy co wieczór zasypiają we wspólnym łóżku, trzymając się za rączki.
Aż pewnego razu starsza pani wycofuje nagle swą rączkę i mówi zdziwionemu małżonkowi: „Wybacz, kochany, ale dziś głowa mnie boli!”.



Małżeństwo nie jest ani rajem, ani piekłem. To jest czyściec.






